Wspomnienie błogosławionych męczenników oriońskich

Zgromadzenie

6 listopada przypada wspomnienie liturgiczne błogosławionych męczenników oriońskich z Hiszpanii: bł. ks. Ricardo Gil Barcelón i bł. post. Antonio Arrué Peiró.

O. Ricardo miał 18 lat, gdy stracił wszystkich bliskich i wszystko co miał. Depresja, jaka go dopadła, zaciągnęła go w dół rozpaczy. Najgorsze, że został zupełnie sam. Wbrew swojej woli, dwa razy lądował w szpitalu dla obłąkanych. Zawsze uciekał. Ostatni bieg zakończył świętością.

Wywlekli ich z samochodu na plażę. Ojciec Ricardo szedł z przodu. Wymachiwali bronią, krzyczeli. Skrępowany mocnymi więzami Antonio patrzył, jak jeden z bandytów, trzymając broń przy głowie zakonnika, kazał mu zawołać „Niech żyje F.A.I” (od red.: Federación Anarquista Ibérica – jedna z milicyjnych bojówek). Inaczej czekała go śmierć. Zawołał „Niech żyje Chrystus król”. Oprawca przeładował broń.

Życie w mgnieniu oka
Mówią, że są takie momenty w życiu człowieka, kiedy przed oczami staje cała nasza przeszłość. Antonio mógł zobaczyć w tej chwili po kolei śmierć matki, siostry, ojca, utratę dobytku rodzinnego, samotność i beznadzieję, a przede wszystkim mroczne chwile w szpitalu dla chorych psychicznie. Przebłyski światła przypominały mu czas spędzony w Walencji u boku o. Ricardo. Ubóstwo było ogromne, ale ubóstwo wcale nie było nowe, ani straszne. Tutaj miało sens, a dzielenie się z innymi wszystkim, co się ma, przyniosło radość. Przy o. Ricardo znalazł swoje miejsce na świecie. I nadzieję na lepszą przyszłość. Praca, jaką tam wykonywał, przekonała go wreszcie, że jest wartościowym człowiekiem. Zaczął się podnosić, rozwijać. Pojawiły się marzenia. Tyle razy przechodziło mu przez głowę, że chciałby pojechać na misje, stać się sługą ludzi i Ewangelii. Wielu ludzi przychodziło do nich do domu, gdzie drzwi były zawsze otwarte. Nie lękali się włamań, ani kradzieży. Dlaczego? Nie było co u nich ukraść.

Na progu powołania
Ojciec Ricardo przedstawił sprawę powołania Antonia założycielowi Małego Dzieła Boskiej Opatrzności – ks. Alojzemu Orione. Wkrótce miał przystąpić do nowicjatu. Wszystko pokrzyżowały zamieszki w jego ojczystej Hiszpanii. Zupełnie nie mógł zrozumieć czemu ci ludzie traktowali chrześcijan z tak wielką nienawiścią. Czego chcieli, czemu nie podobało im się to, co robią, dlaczego nie mogli ich zostawić w spokoju? Jak w kronice filmowej przewijały mu się liczne twarze sąsiadów, biedaków, przybłędów, którzy zupełnie tak samo jak on, znaleźli schronienie i pomoc w tym „namiocie” Boskiej Opatrzności, pielęgnowanym rękami ojca Ricardo. Wielu z tych biedaków stawało murem w jego obronie za każdym razem, gdy pojawiały się grupy „milicji”, czy samochody F.A.I. Tym razem się nie udało. Został osamotniony, wyrzucony na plażę przez brutalną burzę domowej wojny. Całym sercem był jednak przy o. Ricardo. Jak bardzo – pokazał na ostatniej prostej.

Antonio mógł zobaczyć w tej chwili po kolei śmierć matki, siostry, ojca, utratę dobytku rodzinnego, samotność i beznadzieję, a przede wszystkim mroczne chwile w szpitalu dla chorych psychicznie.

Ostatnia prosta
Kiedy huk wystrzału wstrząsnął powietrzem, Antonio choć na początku ogłuszony, szybko oprzytomniał i rzucił się do przodu. Zaskoczeni napastnicy nie zdołali go powstrzymać. Przypadł do ciała zakonnika. Nie mogli sobie już niczego powiedzieć, żadnych ostatnich słów, nie było żadnego pożegnania. Kula rozerwała głowę ojca Ricardo. Antonio nie oglądał się na siebie, więc nie widział podbiegającego bandyty, nie widział unoszącej się w górę broni, ani kolby opadającej z wielkim impetem na jego głowę. Ostatnią rzeczą, którą usłyszał od swojego przyjaciela było: „Niech żyje Chrystus Król!” i z takimi słowami weszli do Królestwa. Razem!


NOTATKI Z BEATYFIKACJI

522 bohaterów
Niech męczennicy przyczyniają się do tego, abyśmy byli chrześcijanami konkretnymi a nie tylko malowanymi, chrześcijanami czynów a nie słów – zaapelował Franciszek w przesłaniu do uczestników beatyfikacji 522 ofiar wojny domowej w Hiszpanii z lat 1936-39. Mszy św. i obrzędowi beatyfikacji przewodniczył w imieniu Ojca Świętego prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Była to największa grupa ofiar tamtej wojny, wyniesionych na ołtarze w czasie jednej uroczystości, a zarazem jedna z największych beatyfikacji i kanonizacji w dziejach Kościoła. Odbyła się ona 13 października w Tarragonie z udziałem ponad 120 kardynałów i biskupów z Hiszpanii i zagranicy, przeszło 1300 kapłanów diecezjalnych i zakonnych oraz ok. 40 tys. wiernych. Mszy św. i obrzędowi beatyfikacji przewodniczył w imieniu Ojca Świętego prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Wśród nowych błogosławionych znalazło się również dwóch przedstawicieli rodziny oriońskiej – ks. Richardo Gil i Antonio Arrue.

Nie oszczędzano nikogo
Wśród nowych błogosławionych jest 3 biskupów: Manuel Basulto – ordynariusz Jaén, Silvio Huix Mirapleix – z Léridy i Manuel Borras – pomocniczy Tarragony, poza tym 82 kapłanów diecezjalnych z 8 diecezji i 3 seminarzystów, 412 zakonników i zakonnic z 24 zakonów i zgromadzeń męskich i żeńskich, najwięcej braci szkolnych – 74, braci marystów – 66, benedyktynów – 38 i kapucynów – 33; 15 męczenników należało do Bractwa Diecezjalnych Kapłanów Robotników, ponadto w gronie tym było 7 świeckich: 5 mężczyzn i 2 kobiety. Na ogólną liczbę 522 męczenników złożyły się 33 sprawy prowadzone w różnych okresach w całym kraju. Najwięcej przyszłych błogosławionych pochodzi z archidiecezji tarragońskiej – 147 i to przesądziło o tym, że cała uroczystość odbywa się w tym katalońskim mieście. W gronie nowych błogosławionych jest 515 Hiszpanów i 7 cudzoziemców, w tym 3 z Francji oraz po jednej osobie z Kuby, Kolumbii, Filipin i Portugalii.

Zaplanowana eliminacja Kościoła
Kard. Amato w swojej homilii podkreślił, że „nic nie usprawiedliwia bratobójczej wojny ani zabijania bliźniego”. Wskazał, że Hiszpania jest ziemią pobłogosławioną krwią męczenników z lat wojny domowej, których już ponad tysiąc zostało wyniesionych na ołtarze w czasie 14 ceremonii beatyfikacyjnych. Zaznaczył jednocześnie, że są oni ofiarami nie samej wojny, lecz „radykalnego prześladowania religijnego”, którego celem była „zaprogramowana eliminacja Kościoła”. Nazwał lata 30. XX w. „ciemnym okresem antykatolickiej wrogości”. Wynoszeni na ołtarze męczennicy byli ludźmi pokoju, którzy „nie nienawidzili nikogo, lecz kochali wszystkich i pragnęli dla wszystkich dobra”.