Ubóstwo i praca

O Księdzu Orione

Ks. Orione bardzo często lubił zatrzymywać się na wspomnieniach o swojej rodzinie, o mamie, tacie, o środowisku, w którym się znajdował i w którym się wychowywał, pozbawionym tych wszystkich rzeczy, które dzisiaj nazywamy „dobrami”, ale obfitującym w zupełnie inne dobra, które dla chłopca zastępują wszystkie inne: dobre wychowanie ludzkie i chrześcijańskie. Tak, że ks. Orione, gdy miał już sławę męża Bożego, przy każdej okazji próbował… obarczyć winą za ten fakt dobremu wychowaniu, które otrzymał od małego w rodzinie.
Jego świadectwa o mamie Karolinie i tacie Vittorio są liczne i ukazują nam dosyć dokładny obraz rodziny Orione, w chwili gdy Alojzy przyszedł na ten świat.
Warto przytoczyć niektóre z tych świadectw. To na przykład, należące do najsłynniejszych i najczęściej przytaczanych.
«Moja matka ubrała mnie, który byłem czwartym dzieckiem, w ubranka mojego najstarszego brata, który był starszy o trzynaście lat; ta biedna kobieta, ubierała w te ubranka trzech braci przede mną; ale zostawiła nam w spadku trochę pieniędzy, które w części poszły na pierwsze sieroty Boskiej Opatrzności; i wychowała nas dobrze i ku podziwowi świata, jak się zwykło mówić: wszystkie szmatki umiała wykorzystać i sporządzała nam z nich ubrankai rodzina triumfowała w uczciwym i ukrytym ubóstwie.
Chcę powiedzieć, że ta biedna stara chłopka, moja matka, wstawała o trzeciej w nocy i chodziła pracować; wydawało się, że kręciła się jak wrzeciono, i cały czas pracowała i robiła wszystko, robiła za kobietę, a ze swoimi synami umiała też postępować jak mężczyzna, ponieważ nasz ojciec był daleko, pracując w Monferrato; pracowała sierpem aby zbierać trawę, i umiała go sama ostrzyć, nie chodząc do szlifierza; tkała płótno z nici, które sama uprzędła, i moi bracia podzielili między siebie wiele prześcieradeł, wiele pięknej bielizny, biedna moja matka! Nawet liczyła połamane noże, i te dostałem w spadku. Nie chodziła nic kupować, chyba że naprawdę musiała.
Aby nauczyć mnie szanować chleb, opowiadała mi fakt z życia Jezusa, który mówi, że zszedł on z konia, aby podnieść kawałek chleba leżący na ziemi. W Ewangelii nie ma o tym mowy, jest to pobożna legenda, ale osiem, czy dziewięć lat temu, czytałem ewangelie apokryficzne i tam go znalazłem. (…) Tam, w ewangeliach apokryficznych odnalazłem to, co moja matka opowiadała mi gdy byłem dzieckiem, aby nauczyć mnie szanować to co otrzymujemy od Boga. (…) Patrzcie jak postępowali nasi święci i kochani rodzice?» (DO I, 70-71).
Zatem widzimy, że mama Karolina pozostawiła w pamięci syna obraz ubóstwa zjednoczonego z pracowitością.

Ks. Andrea Gemma, “Kwiatki ks. Orione”